Rodzice

      • Gdy dzieci mają dzieci

      • Ciążą nastolatków.

        Ciąża nastolatków to delikatny temat, a zarazem wyzwanie. Od siły społecznego wsparcia zależy, czy wczesne rodzicielstwo będzie pozytywnym doświadczeniem.
        Ciąża nastoletnia przestała być tematem tabu lub powodem do wstydu. Zmiany w obyczajowości na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci spowodowały, że nie podlega już ona tak surowym ocenom moralnym jak kiedyś. Przy czym warto zauważyć, że osądowi podlegały głównie przyszłe matki. Obecnie zazwyczaj nastoletnią ciążę traktuje się w kategoriach „złamania kariery”. Przekreślenia szans na dobrą gruntowną edukację, na zaznanie ostatnich lat względnej beztroski. Postrzega się też nastoletnią ciążę jako potencjalnie mniejsze szanse na rynku pracy. Już samo posiadanie dziecka w młodym wieku ogranicza mobilność, dokształcanie się czy branie nadgodzin.

        Naturalny chaos

        Od naszego wsparcia, czyli rodziny i szkoły, zależy, czy ten okres młodym ludziom będzie kojarzył się z dramatem, czy raczej z trudnym wyzwaniem. A dla samego najbliższego otoczenia jest to również poważna zmiana. Pierwsza kwestia to przeszeregowanie ról. Nastolatka spodziewająca się dziecka rzadko jest od razu traktowana jako przyszły rodzic. Najczęściej pozostaje nadal w roli dziecka lub w podwójnej roli rodzica–dziecka, gdzie nowy podział jest naznaczony chaosem i zagubieniem każdej ze stron. Matka nastolatki też zazwyczaj otrzymuje nową rolę – babci – lub, co częstsze, babcio–matki. Nie inaczej jest w szkole. Tu też łatwo o dezorientację. No bo jak traktować przyszłego rodzica? Dalej jako dziecko, zgodnie z metryką, czy może raczej poważniej, obarczając je większą odpowiedzialnością z uwagi na nową rolę i zadania, które się z nią wiążą?

        Do kwestii zmian w samym systemie rodzinnym czy relacji szkoła–uczeń dochodzą sprawy logistyczne. Różnego rodzaju utrudnienia, dodatkowe obowiązki mogą skutkować pojawieniem się napięć, które potęgują sytuację wzmożonego stresu, jaką jest nieplanowana ciąża. Kontynuowanie edukacji nie zawsze jest możliwe w dotychczasowej formie. Obowiązki ucznia sprawiają, że rodzina musi współdzielić się opieką nad przyszłym potomkiem. Od strony ekonomicznej zwiększa się wydatkowanie, bo dochodzi nowy członek rodziny, wymagający stałych nakładów. Sytuacja mieszkaniowa, jeśli jest trudna, stanie się trudniejsza. Ryzyko konfliktów wzrasta.

        Oczywiście późniejsza perspektywa rodzin przeżywających wczesne rodzicielstwo swoich dzieci jest najczęściej pozytywna, ale okres adaptacyjny może być dość długi. I dodajmy – bardzo obciążający dla obu stron.

        Emocjonalny ciężar

        Najtrudniejsze są jednak emocje. Wiążą się one z samym faktem niespodziewanej ciąży, ale też ze wszystkimi kwestiami wspomnianymi wyżej. Pierwsza ciąża to spory stres dla samych dorosłych funkcjonujących w schemacie planowanego rodzicielstwa. Tym mocniej obciążająco będzie działać na nastolatki. Do tego dojdą trudności pojawiające się już z samego tytułu braku samodzielności i autonomii, pełnej zależności od rodzinnego domu i jego nastawienia do faktu pojawienia się u dziecka potomstwa. Pedagodzy zwracają uwagę, że społeczny odbiór, jeśli jest negatywny, utrudnia dzieciom wchodzenie w nową rolę. Do niebezpiecznych zjawisk należy zwłaszcza marginalizacja oraz stygmatyzacja. Ta ostatnia wydaje się odległym zjawiskiem w naszym kręgu kulturowym. Nic bardziej mylnego. Stygmat „grzechu” zastępowany jest przez stygmat „złamanego życia” – bycia kimś przegranym na starcie albo posiadającym piętno pochodzenia z trudnej rodziny, gdzie wczesne związki romantyczne i zażyłość fizyczna są rodzajem ucieczki od trudnej domowej codzienności.

        Wśród trudnych emocji nastolatki wymieniają lęk przed reakcją ojca dziecka oraz samych rodziców. W dalszej kolejności boją się oceny rówieśników. Swoją ciążę widzą przez pryzmat narzucony przez otoczenie. Dopiero w dalszej kolejności pojawia się obawa, jak sobie poradzą jako rodzice. Często poprzedza ją uczuciowa burza związana z wypieraniem faktu rodzicielstwa i brakiem akceptacji dla tej sytuacji. Jako ostatnia faza ujawnia się zatroskanie o sprawy bytowe. Martwienie się przyszłymi obowiązkami, rozważanie wychowywania w dziecka w związku formalnym lub pozaformalnym, ewentualne decydowanie się na samodzielne macierzyństwo, zastanawianie się nad obecną i przyszłą edukacją, analiza możliwości finansowych itp. Warto podkreślić, że na kryzys, jakim jest niespodziewana ciąża, nakłada się dodatkowo trud dorastania. Hormonalna burza, brak pełnego uczestnictwa w życiu, które praktykują rówieśnicy, jest dodatkową wielką trudnością.
         

        Wsparcie domu

        Przyszła więź z dzieckiem i prawidłowe wywiązywanie się ze swej roli, niezależnie czy mówimy o nastoletniej mamie czy tacie nastolatku, zależy głównie od przekazu w domu rodzinnym. To tutaj jest miejsce wsparcia oraz nakreślenia podstawowych wymagań i obowiązków. Te ostatnie mogą się pojawić wyłącznie po zapewnieniu własnemu dziecku poczucia bezpieczeństwa, przynależności do rodziny i nie tyle wyręczania, co zapewnienia stałej pomocy w określonym zakresie, odpowiednim do zaistniałej sytuacji i możliwości samego nastolatka. Najważniejsze to:
         

        1. Brak oceny

          Powstrzymywanie się od ocen i moralizowania. Bardziej zastanawianie się, jak możemy poradzić sobie w tej sytuacji i jak zaplanować dalsze życie. Należy uznać, że nieplanowana ciąża to nie jest cała narracja o dziecku, która je określa. Jest jeszcze cały szereg ról, w których funkcjonuje: kolegi, ucznia, wnuka itp.
           
        2. Bezpieczeństwo

          To podstawa. Pierwszą reakcją rodzica czasem bywa niechęć, a nawet jawna złość. Należy wyjaśnić dziecku, że sam rodzic przeżywa trudne emocje. Nie zwalnia go to jednak z dalszej odpowiedzialności. Pozostaje rodzicem nowego rodzica. Należy uznać swoje trudne emocje, ale jednocześnie zapewnić, że dziecko jest nadal kochane i nic się w tej kwestii nie zmieniło.
           
        3. Przestrzeń

          Dobrze, by rodzic stworzył dziecku przestrzeń do wyrażania swoich trudnych emocji. Nie chodzi o zdejmowanie z barków trudu, ale o przyzwolenie na otwarty płacz, wydobycie lęku, złości, żalu do losu. Trwanie przy dziecku, gdy ujawnia wszystkie negatywne uczucia. Nie tyle chodzi o pocieszanie, co o uznanie różnych uczuć i wsparcie w postaci „wiem, co czujesz”, „rozumiem, przez co przechodzisz”.
           
        4. Autonomia

          Mimo ich niedojrzałości pozwolenie nastolatkom – na tyle, na ile to możliwe – podejmować samodzielne decyzje. Doradzać, ale nie wyręczać i nie nakazywać. Poczucie sprawczości pozwoli nastolatkom lepiej przejść ten trudny okres, podniesie samoocenę. W dalszej kolejności wzmocni odpowiedzialność.
           
        5. Specjalista

          Warto skorzystać z konsultacji psychologa. Pomoże to nastolatkowi uporządkować emocje, wejść w kontakt z osobą, która ma do całej sprawy odpowiedni dystans, jakiego własny rodzic nie jest w stanie zapewnić. Można rozważyć także ewentualne wsparcie dla całej rodziny. To ułatwi adaptację wszystkich członków do nowej sytuacji, a nawet może zapobiec konfliktom, o które łatwo w sytuacji wzmożonego stresu.
           
        6. Opieka medyczna

          Nadmiar trudnych emocji powoduje, że trudno pamiętać o całej logistyce. Warto wesprzeć nastolatkę w umówieniu się do lekarza ginekologa, pomóc zaplanować niezbędne badania, zapisać do szkoły rodzenia itp.
           
        7. Edukacja

          Warto motywować do kontynuowania nauki jako inwestycji w przyszłość. Zapewnić o udzieleniu pomocy na czas edukacji, pomóc ustalić dalszą formę nauczania, czy to elastycznego planu w szkole, nauczania indywidualnego, czy zapisania się do szkoły wieczorowej albo pozostania w dotychczasowym trybie, co też jest możliwe.

        Wsparcie szkoły

        Czasy, gdy uczennicę wydalano ze szkoły, dawno minęły. To rozwiązanie zamiast pomagać, w istocie było piętnujące. Szkoła również ponosi tutaj współodpowiedzialność za przyszłe rodzicielstwo i stosunek do niego. Im więcej pozytywnych doświadczeń z okresu ciąży i wczesnego macierzyństwa, tym większa szansa na akceptację swojego stanu. Ten z kolei będzie decydował o przyszłym kształcie rodzicielstwa i więzi z nowonarodzonym dzieckiem.

        Empatia, zrozumienie dla trudnej sytuacji, a nade wszystko motywowanie do nauki i wykazanie się sporą elastycznością będzie skutkować brakiem chęci porzucenia szkoły. A być może nawet pragnieniem kontynuacji późniejszej edukacji na wyższym szczeblu.

        Do najważniejszych sposobów wsparcia na terenie szkoły należą:
         

        1. Dyplomacja

          Należy unikać jakiegokolwiek wyróżniania ucznia czy uczennicy. Zarówno negatywnego, ale – co mniej oczywiste – również pozytywnego. Należy uznać obecny stan za naturalny. Rodzi to spore szanse, że grupa rówieśnicza powieli to przekonanie, co obniża ryzyko stygmatyzacji.
           
        2. Pomoc psychologiczna

          Warto na terenie szkoły ułatwić nastolatkom w takiej sytuacji stały dostęp do psychologa szkolnego lub pedagoga. Tak by konsultacje nie odbywały się doraźnie i sporadycznie, a stanowiły pewien bezpieczny schemat, dając rzeczywiste wsparcie.
           
        3. Elastyczność

          Dobrze jest przedyskutować z rodzicami nastolatki, a przede wszystkim z nią samą, możliwości uelastycznienia formy nauki. Ustalić, jeśli jest taka konieczność, nowy tryb nauczania, jak choćby nauczanie indywidualne czy możliwość zaliczenia danej partii materiału w innych terminach i/lub formach.
           
        4. Wzmacnianie

          Dawać do zrozumienia, że uczennica czy uczeń podołają nowej roli, wskazywać atuty, mocne strony. Przedstawiać daną zaletę na konkretnym przykładzie. To wszystko ma pomóc zachować dobrostan psychiczny, gdy samoocena dziecka w przypadku nastoletniej ciąży znacznie się obniża.
           
        5. Wiedza

          Zaznajomić za pośrednictwem wychowawcy lub pedagoga szkolnego z formami pomocy oferowanymi przez gminę lub stowarzyszenia. Istnieje wiele programów pomocowych, i to nie tylko socjalnych. Warto jednak zwrócić uwagę, że niestety nadal nie są nimi objęci chłopcy.
           
        6. Włączanie

          W sytuacji wczesnego rodzicielstwa nie pomijać sytuacji chłopców. Są choć oni mniej narażeni na trudy rodzicielstwa i ocenę społeczną także wymagają pomocy, zwłaszcza w obrębie trudności emocjonalnych. Dodatkowo włączenie ich od samego początku w ojcostwo powoduje poczuwanie się odpowiedzialności, traktowania ciąży jako rzeczy wspólnej, współdzielonej z partnerką.
           
        7. Współpraca

          Warto podjąć współpracę zarówno z rodzicami, jak i samymi uczniami. To pozwoli lepiej określić obszar potrzeb i zakres ewentualnej pomocy. Tym bardziej że nasze wyobrażenie może być dość stereotypowe, a każda rodzina ma swoją specyfikę i zupełnie inne zapotrzebowanie na konkretne formy wsparcia.

        Pomoc świadczona nastoletnim rodzicom, aby przynieść skutek, musi być wielowymiarowa. Od wsparcia socjalnego po psychologiczne czy medyczne i prawne. Niestety zarówno w Polsce, jak i w większości europejskich krajów nastoletnie rodzicielstwo nie budzi większego zainteresowania władz różnych szczebli. W naszym kraju istnieją programy gminne, rzadziej regionalne, służące pomocą, ale brak jest centralnych. A te powinny być wiodące. Mimo tej systemowej luki szkoła ma wiele do zaoferowania. To tutaj może być świadczona pomoc w sposób bezpośredni. I to tutaj kształci się należyty odbiór społeczny zjawiska nastoletniej ciąży i rodzicielstwa.



        Żródł: https://portal.librus.pl/szkola/artykuly/gdy-dzieci-maja-dzieci 

        Patrycja Karwicka-Bogusz
        Innowatorka (ministerialne stypendium), pedagożka, wykładowczyni w Wyższej Szkole Kształcenia Zawodowego, absolwentka szkoły praw człowieka przy Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, dziennikarka specjalizująca się w tematyce oświatowej, redaktorka naukowa (certyfikat), twórczyni nagradzanych projektów edukacyjnych (ogólnopolskie konkursy grantowe), laureatka ogólnopolskich konkursów literackich.

    • Emocjonalne skutki otyłości ucznia.

    • Otyłość to obciążenie. Nie tylko fizyczne. Wpływa na stan psychiczny dziecka.

      Na powstawanie otyłości  wpływ mają czynniki genetyczne i środowiskowe. Te pierwsze jednak  odpowiadają co najwyżej za 45% jej  przypadków.  O nadmiernym przybieraniu na wadze, co później  może się przyczynić do  wystąpienia chorób przewlekłych, decyduje głównie styl życia. Jednak obok negatywnych skutków otyłości, objawiających się ryzykiem zachorowań, zwyrodnień, dysfunkcji, które często są omawiane w mediach, pojawia się konsekwencja w postaci różnego rodzaju problemów psychicznych. Trudności psychiczne same w sobie mogą  wyzwalać zaburzenia odżywiania. A wynikła z nich otyłość dodatkowo będzie je nasilać lub rodzić nowe. Tak powstaje błędne koło.

      Nasze przekonania

      Obyczajowość w naszym kręgu kulturowym jest dość surowa dla osób nienormatywnych. I nieważne, czy chodzi o zachowanie, czy wygląd. Pewne elementy oceny są powiązane z płcią. I tak, dziewczynka uznana za mocno nieatrakcyjną budzi współczucie i troskę, ale też wywołuje ocenę ze strony otoczenia. Dla kobiet to istotna kulturowa wada. Dlatego w dorosłości nastawione są na doszukiwanie się wszelkich usterek, odstępstw, „niedociągnięć” względem aktualnie obowiązującego kanonu urody. Dziewczynki z nadwagą wraz z wiekiem coraz częściej słyszą uwagi na temat ich masy ciała. Nie wszystkie są złośliwe, a sporo jest dyktowana szczerą życzliwością. Ale i tak decydują one o postrzeganiu samych siebie i wpływają na poczucie własnej wartości.

      Chłopcy z otyłością pozornie mają łatwiej. Tu nikt nie skupia się tak mocno na wyglądzie. Krytyka figury  zdarza się rzadko. Jednak zwiększona masa ciała obniża ogólną sprawność, powoduje gorszą kondycję. Mniejsze umiejętności  podczas podwórkowych meczy albo ostatnie miejsca w biegowych wyścigach  skutecznie podkopują pewność siebie. W świecie chłopców dobra sprawność fizyczna jest mocno skorelowana z płcią i silnie wpływa na rodzące się poczucie męskiej tożsamości.

      Podsumowując, ludowe, krzywdzące przekonanie, że brzydka dziewczynka to nieszczęście, a chłopak „ciapa” to dramat – co jakiś czas dotyka dzieci z otyłością. Najczęściej przecież niezawinioną, bo wynikłą  ze specyficznej sytuacji rodzinnej albo powielanego stylu życia, co w przypadku dziecka jest zupełnie naturalne.

      Portret rodzinny

      Gdy myślimy o rodzinie zmagającej się z otyłością,  widzimy taki oto obrazek: kanapa, telewizor, na stole miska chipsów. Istotnie, niska aktywność fizyczna i nieprawidłowe nawyki żywieniowe wpływają na pojawienie się dodatkowych kilogramów. Ale nie tylko. Do czynników ryzyka zaliczymy tak nieoczywiste rzeczy jak zbyt krótki sen, jedynactwo, nadmiar stresu. Idąc dalej, możemy nakreślić portret psychologiczny takiej rodziny. Familia, w której pojawiają się dzieci z otyłością, określana jest przez psychologów jako psychosomatyczna. Rodziców charakteryzuje chwiejność emocjonalna. Nie nabyli oni umiejętności regulowania swoich emocji w sposób skuteczny, zdrowy dla siebie i otoczenia. Mają tendencję, na ogół nie do końca uświadomioną, by wykorzystywać potomstwo do zaspokajania swoich potrzeb. Często dziecko w takiej rodzinie spełnia ambicje rodziców, pomaga im się regulować (jest np. pocieszycielem w chwili smutku), łagodzi konflikty, występuje w roli mediatora. W funkcjonowaniu takich bliskich sobie osób zatarte są często granice wewnętrzne. Sprawa jednego z członków jest automatycznie sprawą wszystkich. Dziecko jest chronione przed światem zewnętrznym, ale nie przed napięciami w samej rodzinie.  Ogranicza się kontakt ze środowiskiem zewnętrznym, uznając je za niebezpieczne. Rodzi się znikoma autonomia malucha. Jedzenie może być dodatkową formą kontroli nad nim, czego przykładem jest przymusowe karmienie na wczesnym etapie. 

      Skutki

      Dzieci i młodzież z nadwagą doświadczają więcej problemów psychospołecznych niż ich rówieśnicy o prawidłowej masie. W kulturach, które piętnują otyłość, zauważa się pojawianie zaburzeń psychicznych u nastolatków borykających się nadbagażem kilogramów. Stygmatyzacja osób z nadwagą daje się już zauważać u... trzylatków. W badaniach wykazano, że przedszkolaki przypisywały pozytywne cechy osobom szczupłym, a negatywne z otyłością. Należy to rozumieć jako przejęcie przekonań na temat nadwagi od osób dorosłych (internalizacja). Życzliwe postrzeganie ideału szczupłego ciała oraz uprzedzenia wobec nadmiernej tkanki tłuszczowej to zjawisko wyłącznie kulturowe. Dlatego właśnie czynniki społeczne przesądzają o pojawieniu się wśród dzieci zjawisk takich jak wiktymizacja, stygmatyzowanie, marginalizacja, a wreszcie prześladowanie osób z nadwagą.

      Wszystkie te czynniki mogą prowadzić do poważnych zaburzeń i konsekwencji. Wśród nich rozpoznajemy te, które wynikają z czynników wewnętrznych, jak niezadowolenie z własnego wyglądu, oraz zewnętrznych, wspomnianych wyżej. Najczęściej występują:
       

      • obniżone poczucie własnej wartości
      • negatywny obraz siebie
      • nadmierna samokrytyka
      • zaburzenia zachowania
      • depresja
      • myśli samobójcze

      Zadania nauczyciela

      Tak jak rodzina jest fundamentem zmiany w przypadku dziecka z otyłością, tak rola szkoły jest nieoceniona, jeśli chodzi o zapobieganie negatywnym skutkom psychospołecznym. Szczególna wrażliwość na relacje rówieśnicze, budowanie pozytywnego wizerunku ucznia w grupie i współpraca z rodzicami to filary dobrostanu psychicznego dziecka z nadwagą. Najważniejsze wskazówki to:

      1. Tworzenie odpowiedniej atmosfery w klasie:
       

      • nagradzanie postaw empatycznych
      • zachęcanie do współpracy
      • natychmiastowe reagowanie na wyśmiewanie czy brak szacunku
      • wskazywanie różnic wśród ludzi jako naturalnych zjawisk

      2. Zapobieganie stygmatyzacji:
       

      • przy tematach dotyczących zdrowia czy odżywiania stosować komunikację ogólnie skierowaną
      • nie wyróżniać dziecka w kontekście zachowań związanych z posiłkami (nie chwalić za właściwe wybory oraz nie ganić)
      • nie komentować publicznie wyglądu lub sprawności

      3. Wspieranie samooceny:
       

      • zwracanie uwagi na mocne strony dziecka
      • dawanie możliwości osiągania sukcesów na różnych polach
      • uwzględnianie starania i włożony wysiłek

      4. Współpraca z rodzicami
       

      • informowanie o niepokojących sygnałach
      • skupianie uwagi na wszystkich aspektach funkcjonowania dziecka bez nadmiernej koncentracji na kwestiach otyłości
      • przekazywanie sugestii pedagoga szkolnego i pielęgniarki bez oceny

      5. Organizacja zajęć
       

      • unikanie aktywności fizycznej opartej na konkurencji
      • wprowadzanie różnych form, tak by uczeń w innych aktywnościach mógł się pozytywnie wykazać
      • dostosowanie tempa i intensywności ćwiczeń do możliwości

      Podsumowując, warto zwrócić uwagę, że obecnie leczenie otyłości u dzieci zmierza w kierunku interdyscyplinarnym. Obok programów dietetycznych i zwiększenia aktywności fizycznej coraz częściej spotyka się budowanie nawyków ze wsparciem psychologa oraz uczestnictwo w terapii rodzinnej.


      Źródło: https://portal.librus.pl/szkola/artykuly/emocjonalne-skutki-otylosci-ucznia


      Patrycja Karwicka-Bogusz
      Innowatorka (ministerialne stypendium), pedagożka, wykładowczyni w Wyższej Szkole Kształcenia Zawodowego, absolwentka szkoły praw człowieka przy Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, dziennikarka specjalizująca się w tematyce oświatowej, redaktorka naukowa (certyfikat), twórczyni nagradzanych projektów edukacyjnych (ogólnopolskie konkursy grantowe), laureatka ogólnopolskich konkursów literackich.

    • Rodzicu, zaplanuj z dzieckiem dzień na tak!

    • „Dzień na tak” jest pewnego rodzaju rodzinnym wyzwaniem, w którym rodzice przez 24 godziny zgadzają się na robienie tego, co dziecko proponuje.
      Zadanie angażuje całe rodziny, dostarczając mnóstwa radości i niezapomnianych chwil. Można zainspirować się filmem „Dzień na tak” z 2021 roku, nakręconym na podstawie książki Amy Krouse Rosenthal. Główna bohaterka filmu grana przez Jennifer Garner, uznawana przez trójkę swoich dzieci za dość nudną mamę, dopuszcza do głosu swoje beztroskie oblicze i organizuje wraz z mężem właśnie taki dzień. Podejmując się tego zadania pamiętajmy o bezpieczeństwie. Konieczne jest też ustalenie zasad, które pozwolą wszystkim cieszyć się wspólnie spędzonym czasem. Może spróbujecie zorganizować „Dzień na tak” z okazji Dnia Dziecka? Czasem wystarczy jedno „popołudnie na tak”.

      „Dzień na tak” motywacją do spędzania czasu z rodziną

      Po premierze wspomnianego filmu pomysł na tak wyjątkowe planowanie dnia z bliskimi stał się bardzo modny. Okazuje się, że wiele dzieci z ekscytacją przyjmuje pomysł tak wyjątkowego sposobu spędzenia czasu z rodziną. Założenie jest proste. Ze słownika rodziców na najbliższe 24 godziny znika słowo „nie”, a dorośli zgadzają się na pomysły proponowane przez dzieci. Ten jeden jedyny dzień jest tylko dla rodziny. Może być to dzień wakacyjny, weekend lub inny dzień wolny od pracy i szkoły. Ważne, żeby nic nie zakłócało jego wyjątkowości – żadna sprawa wymagająca przesiadywania przy komputerze bądź na telefonie. Tego dnia nie liczy się codzienna rutyna – to święto zabawy. „Dzień na tak” przynosi mnóstwo korzyści, sprawiając, że staje się jeszcze bardziej wyjątkowy, przyczyniając się do:
       

      • Rozwoju dziecka, które wyciąga wnioski z planowania, myśląc o swoich marzeniach i pragnieniach;
      • Doświadczenia przez rodzica pozytywnego przekazu niesionego przez słowo „tak” zamiast tak częstych odmów i zakazów;
      • Zapewnienia rozrywki dla całej rodziny;
      • Przeżycia odmiennych od codziennych doznań i wychodzenia poza własną strefę komfortu;
      • Możliwości spojrzenia na najbliższe osoby z innej perspektywy.

      Powodzenie „dnia na tak” zależy w dużej mierze od przyzwolenia danemu samemu sobie. Często zabawa będzie wymagać odejścia od zwyczajów, rytuałów i obowiązków. To właśnie sprawia, że ten dzień staje się bardzo wyjątkowy. Potrzebny będzie również uśmiech oraz duża porcja spontaniczności, elastyczności i otwartości. Pomocne będzie ustalenie zasad, w ramach których rodzice obiecują, że nie będą używać słowa „nie”.

      Jak zorganizować „dzień na tak”

      Podstawą jest otwartość na pomysły dzieci i dobrą zabawę, a także wiara, że można spędzić naprawdę udany dzień. Nie polega to na tym, że dzieci mają zupełną swobodę. Będąc rodzicem, trzeba zaproponować i wprowadzić pewne wytyczne czy zastrzeżenia. Ważne jest, aby dzieci zaakceptowały te zasady, najlepiej w formie pisemnej. Można wtedy uwzględnić aktywności, które mimo wszystko pozostają zakazane. Absolutnie wykluczone powinny być czynności zagrażające bezpieczeństwu, ale również obrażające innych lub mogące w jakikolwiek sposób krzywdzić. Dobrym pomysłem jest również ustalenie pewnych ograniczeń finansowych lub kilometrowych. Dzieci mogą otrzymać określoną kwotę pieniędzy do dyspozycji, a określenie dozwolonej odległości zapobiegnie dalekim podróżom (oczywiście, jeśli nie mamy na nie ochoty). Ponadto pomocne będzie wyznaczenie jakiegoś hasła, które umożliwi zatrzymanie danej czynności, ale tylko w wyjątkowej sytuacji. Po wstępnych ustaleniach pozostaje już tylko zaangażować się w dobrą zabawę. 

      Co może znaleźć się w „dniu na tak”

      Warto otworzyć się na pomysły dzieci, choć tym mniejszym można zaproponować pewne rozwiązania:
       

      • Wybranie przez dziecko stroju dla rodzica na ten dzień, a nawet założenie masek;
      • Dla bardziej odważnych mam – zrobienie przez dziecko makijażu;
      • Dowolność posiłków – niech dzieci wybiorą te potrawy, które lubią;
      • Ulubione atrakcje dzieci, wyjście na plac zabaw, wspólne rozgrywki sportowe;
      • Wysłuchanie dzieci i poświęcenie im pełnej uwagi – bez przeglądania telefonu czy maila.

      W „dniu na tak” nie chodzi nawet o wymyślne aktywności, ale o spędzenie czasu z rodzicami. Jeśli bliscy będą włączać się w pomysły dzieci, ale z wyraźną niechęcią i ociąganiem, cały czar pryśnie. Rodzic też ma się dobrze bawić. Żeby „dzień na tak” się udał, dobrze jest przynajmniej trochę się do niego przygotować, spisując pomysły dziecka i nakreślając przebieg dnia. Warto jednak powstrzymać się od szczegółowego planowania, pozostawiając dzieciom przestrzeń na pomysły.

      To tylko jeden dzień

      Po takim dniu, będąc rodzicem, z pewnością odczujesz zmęczenie. Dziecko, chcąc wykorzystać każdą chwilę, może proponować mnóstwo działań. Jednak naprawdę warto poddać się szaleństwu, tworząc niesamowite przeżycia i wyjątkowe wspomnienia. Byłoby wspaniale, gdyby „dzień na tak” spodobał się wszystkim członkom rodziny, a dzieci miały okazję, by zobaczyć swoich rodziców z zupełnie innej perspektywy, bardziej wyluzowanych, otwartych na głupstwa i wariactwa. Nam, rodzicom, również przydadzą się chwile beztroski, wspomnienie młodzieńczych pragnień i spojrzenie na świat z perspektywy dziecka.

      Źródło: https://portal.librus.pl/artykuly/rodzicu-zaplanuj-z-dzieckiem-dzien-na-tak


      Anna Chmielewska
      Nauczyciel dyplomowany, pedagog, terapeuta pedagogiczny, surdopedagog, terapeuta ręki. Posiada wieloletnie doświadczenie w pracy z dziećmi i młodzieżą, w tym z różnego typu zaburzeniami. Stosuje elementy Dialogu Motywującego i mediacji. Specjalizuje się w terapii pedagogicznej, technikach szybkiego zapamiętywania i uczenia się oraz w kinezjologii edukacyjnej.

    • Wypalenie rodzicielskie – sprawdź, jak to jest u Ciebie cz. 1

    • Czym jest wypalenie rodzicielskie? Wymysłem współczesności, wymówką rodziców, czy raczej realnym stanem wyczerpania, zmęczenia ponad siły?

      Wyczerpany rodzic to taki, który nie ma siły być takim rodzicem, jakim chciałby być. Nie dlatego, że nie chce czy nie lubi swoich dzieci, tylko dlatego, że jest zmęczonym człowiekiem i nie daje rady. Zastanów się, na ile i czy w ogóle owo zmęczenie rodzicielskie dotyczy też Ciebie.

      Przemawia do mnie definicja wypalenia rodzicielskiego zaproponowana przez Sylwię Włodarską, która pisze, że wypalenie rodzicielskie to bycie w trybie przetrwania i oszczędzania energii. Jest to decyzja tak naprawdę nie rodzica, ale jego układu nerwowego. I nie chodzi tu o żadne usprawiedliwianie, a raczej o zrozumienie, dlaczego wielu rodziców, którzy naprawdę kochają swoje dzieci, szybko popada w niecierpliwość, wybucha, krzyczy, odcina się emocjonalnie od dzieci. Wypalony rodzic ma poczucie przegranej. Nie jest zadowolony z tego, jakim jest rodzicem, co dodatkowo dodaje stresu i napięcia. Kiedy w swoim rodzicielstwie czujesz:
       

      • zmęczenie
      • zobojętnienie
      • zwątpienie

      ...to jest duże prawdopodobieństwo, że doświadczasz wypalenia.

      Etapy wypalenia rodzicielskiego

      Do wypalenia rodzicielskiego nie dochodzi od razu. Jest tak, że na wypalenie trzeba sobie zasłużyć swoim postępowaniem. Dochodzi do niego wówczas, kiedy więcej energii zużywamy, niż jej dostajemy. Jest to proces trwający latami i można podzielić go na następujące etapy:
       

      1. Wyczerpanie fizyczne i emocjonalne – jak pisze Sylwia Włodarska, to pierwszy dzwonek alarmowy: kiedy rano wstajesz i nie masz siły na nic, pomimo dobrze przespanej nocy, a wieczorem jedyne, o czym myślisz, to pójść do sypialni i położyć się spać. To, czego potrzebujesz, to cisza i żeby nikt do Ciebie nie nic mówił i nic od Ciebie nie chciał. Ale nawet jak już nastąpi ta chwila, że możesz odpocząć, zregenerować siły, to Ci się to nie udaje, ponieważ w głowie krążą nieustanne myśli, typu „co trzeba zrobić”, „co powinnam zrobić” albo pretensje do siebie, że choć masz chwilę dla siebie, to nie potrafisz z niej dobrze skorzystać. To dodatkowo dokłada napięcia.
         
      2. Dystansowanie się od dzieci – dystansowanie się od życia, dzieci to mechanizm obronny służący przetrwaniu. Jest to efekt życia w kulturze zaciskania zębów i wytrzymania nawet wtedy, gdy Twoje ciało mówi STOP. Wprawdzie opiekujesz się dziećmi, pierzesz, prasujesz, przygotowujesz śniadaniówki, czekasz na nie z ciepłym obiadem, ale nie ma w tym ani radości, ani życzliwości. Wykonujesz wszystkie czynności niejako z automatu, bo tak trzeba, bo dobry rodzic to powinien… Coraz częściej w relacji z dzieckiem pojawiają się niechęć i obojętność, działa też mechanizm zwany „odhaczaniem zadań”.
         
      3. Utrata poczucia skuteczności - – jest to etap, na którym pojawia się poczucie porażki. W Twojej głowie krążą myśli:
         
        • Jestem beznadziejnym rodzicem
        • Nie jestem dobrym rodzicem
        • Już nie daję rady
        • Biedne te moje dzieci, że trafiła im się taka matka
        • Inne dzieci to mają lepszych rodziców
        • Itp.

      To, co kiedyś cieszyło i dawało radość, teraz traci znaczenie. Widzisz przede wszystkim swoje błędy i porażki, a nie to, co zrobiłaś dobrze. Tak naprawdę tego, co zrobiłaś dobrze, w ogóle nie zauważasz. Piszę tu w rodzaju żeńskim, bo, jak się okazuje, wypalenie dotyczy dużo częściej kobiet niż mężczyzn. A być może jest tak, że mężczyźni są lepsi w zaciskaniu zębów? Opisane etapy wypalenia mogą dotyczyć każdego rodzica, niezależnie od płci. Symptomy mogą posłużyć temu, aby zwiększyć  własną świadomość tego, co się dzieje, i być może wcześniej sięgnąć po pomoc.  

      Sprawdź, jak to jest u Ciebie

      Wspomniana już przeze mnie Sylwia Włodarska proponuje tzw. badanie swojego rodzicielstwa. Bardzo podoba mi się porównanie przeglądu własnego stylu rodzicielstwa do obowiązkowego przeglądu samochodu, który wykonujemy co jakiś czas. Robimy to, dostajemy pieczątkę w dowodzie rejestracyjnym i możemy jeździć dalej. Myślę, że warto też taką kontrolę robić co jakiś czas i dzięki temu zobaczyć, jak to jest ze mną. Wymaga to troski, zaopiekowania się sobą, przytulenia siebie. Jakie są elementy badania swojego rodzicielstwa? Oto kilka z nich:
       

      1. Nadopiekuńczość – czyli sytuacje, kiedy bierzesz na siebie więcej, niż to konieczne. Tak się dzieje, kiedy masz przekonanie, że tylko Ty potrafisz dobrze zrobić jajecznicę czy posmarować chleb masłem. Na zewnątrz nadopiekuńczość wygląda jak troska, ale kiedy się bliżej temu przyjrzeć, okazuje się, że ma z nią mało wspólnego. Raczej jest ciężarem. Antidotum: nie rób tego, co Twoje dziecko może zrobić samo. A ponadto:
         
        • Odpuść perfekcjonizm – Twoja rodzina się nie rozpadnie, kiedy od czasu do czasu, a nawet raz w tygodniu, na obiad zjedzą parówki.
        • Zrób naradę rodzinną i ustalcie, kto za co będzie odpowiedzialny w Waszym domu. Kto i jaki wkład, jakie dobro wniesie w życie rodzinne. Umów się z domownikami na tygodniowy eksperyment, podczas którego każdy będzie się starał jak może wywiązać ze swojego dobra, które będzie wkładem w życie rodzinne. Po tygodniu zrób kolejną naradę i wspólnie zastanówcie się, co w tym eksperymencie zadziałało, a co nie i dlaczego nie. Ustalcie zmiany i ponownie, w następnym tygodniu, przystąpcie do eksperymentu.
      2. Nadgorliwość – dochodzi do niej wówczas, kiedy same próbujemy zrobić wszystko. Nie delegujemy zadań, nie prosimy o wsparcie, a kiedy jesteśmy u kresu wytrzymałości,  krzyczymy, że w tym domu nikt nas nie szanuje i wszyscy traktują dom jak hotel. Trudno nie traktować domu jak hotelu, kiedy ma się darmowy pobyt all inclusive. Nie dziw się więc, tylko rób narady rodzinne, oddawaj zadania i uzbrój się w cierpliwość, że ich wykonanie może odbiegać od Twojego standardu przysłowiowej „dobrej roboty”.
         
      3. Przewlekłe napięcie – widać je w ciele, kiedy masz podniesione ramiona, płytki oddech, zaciśnięte zęby, nerwowe szybkie ruchy. Twój układ nerwowy trwa w trybie przetrwania. Przewlekłe napięcie objawia się bólem ciała, mięśni i jest sygnałem, że trzeba się sobą zaopiekować.
         
      4. Perfekcjonizm – czyli dobrze jest tylko wtedy, kiedy jest idealnie, a idealnie jest wtedy, kiedy jest po Twojemu. Wysokie standardy narzucasz nie tylko sobie, ale i rodzinie, a przecież są to Twoje standardy, z których trudno wywiązać się pozostałym domownikom. Stąd coraz częściej pojawiają się wybuchy złości, bezradności, poczucie zwątpienia.
         
      5. Deficyt przyjemności – nie robisz dla siebie niczego, co jest tylko przyjemnością, a nie celowym działaniem. Zakładasz, że wszystko, co robisz, musi mieć jakiś cel. Nawet jak jedziesz z rodziną na wycieczkę rowerową, nie może to być swobodna jazda przed siebie, tylko wypad zaplanowany od punktu A do punktu B, z zaplanowanymi przerwami, podczas których będziecie jeść przygotowane przez Ciebie pyszne przekąski. Zastanów się, czy Twój dzień nie składa się z samych obowiązków pt. zawieść, przywieść, zrobić, pilnować. Czy nie jest tak, że codziennie odhaczasz tzw. listę zadań do zrobienia. Kiedy zrobiłaś coś tylko dla siebie, tak dla przyjemności, bo tak lubisz? I nie tłumaczyłaś się brakiem czasu?

      Jeśli w tych 5 punktach zaznaczyłaś choć 2-3 plusiki, to znaczy, że pora na zmiany.

      Pora na zmiany

      Każda zmiana zaczyna się od nazwania tego, co się z nami dzieje. Wiem, że może trudno  Ci powiedzieć:
       

      • Tak, to, czego doświadczam to wypalenie rodzicielskie
      • Tak nie daję rady chcę to zmienić
      • Tak potrzebuję wsparcia

      Poinformuj o tym, czego doświadczasz, swoich najbliższych. Powiedz wprost, że od jakiegoś czasu czujesz, że:
       

      • Nie dajesz rady
      • Nie chcesz, żeby tak dłużej było
      • Potrzebujesz zrozumienia, życzliwości i wsparcia

      Kiedy uznasz, że tego potrzebujesz, idź do specjalisty. Nawet kiedy nie masz stuprocentowej pewności, że to już ten moment, aby poszukać dla siebie pomocy, zrób to i sama się przekonaj, czy to ma sens. Psycholog, psychoterapeuta, doradca rodzinny to osoby, na pomoc których możesz liczyć.

      Może potrzebujesz grupy wsparcia? Spotkania z innymi rodzicami, podczas których usłyszysz, że inni mają podobnie? Życzliwa, wspierająca rozmowa reguluje nasz układ nerwowy. Daje ulgę, a to z kolei rozwiewa wątpliwości. Spotkanie z innymi i pogadanie to też zadbanie o siebie. Czasami samo wysłuchanie jest pomocne. O tym, jak jeszcze możesz o siebie zadbać, przeczytasz w drugiej części artykułu.


      Źróło: https://portal.librus.pl/artykuly/wypalenie-rodzicielskie-sprawdz-jak-to-jest-u-ciebie-cz-1 


      Źródła:

      • Sylwia Włodarska, „Wypalenie rodzicielskie”, Wydawnictwo Mamania, Warszawa 2025
    • Wypalenie rodzicielskie - sprawdź, jak to jest u Ciebie Cz.2

    • Wypalenie rodzicielskie coraz częściej dotyka rodziców, zwłaszcza mamy. Duża część z nich w ogóle nie zdaje sobie sprawy, że właśnie dotknęło je coś, co jest nazywane wypaleniem, bo przecież „jakoś dają radę”, wstają, ogarniają poranne czynności wokół siebie i dzieci, idą do pracy itd. Dlatego tak istotna jest refleksja i zauważenie, czy wypalanie nie dotyka przypadkiem Ciebie.

      „No przecież daję radę", „Nie jest tak źle. Moja mama mi mówi, że wymyślam, ona miała trójkę dzieci, męża, pracę i dawała radę, a ja z jednym dzieckiem mam kłopot” – brzmi znajomo? Jakże często słyszę to w gabinecie, kiedy wyczerpane, zmęczone mamy mówią o swoim braku cierpliwości, przeżywanej złości, nieumiejętności odpoczywania, nieumiejętności odpuszczania tego, co nie jest konieczne. Nie uważają jednak, że jest to wypalenie. A kiedy pytam: „Kiedy pani zrobiła dla siebie coś dobrego, coś przyjemnego, nie dla dziecka, męża tylko dla siebie?” – zapada przejmująca cisza i widać zaszklone oczy. Kobiety to niezłe aktorki. Jesteśmy mistrzyniami w maskowaniu nie tylko wypalenia.

      Dlaczego tak łatwo przychodzi nam maskowanie

      Ponieważ można być wypalonym rodzicem, a nadal dawać radę, ogarniać dom, dzieci. Można nadal:
       

      • Bawić się z dzieckiem
      • Wypełniać swoją rolę logistyczno-spedycyjną, czyli ogarniać rachunki, listy zadań itp.
      • Pomagać dzieciom w lekcjach
      • Uczestniczyć w zebraniach z rodzicami
      • Pamiętać o zakupach dla swoich starzejących się rodziców
      • Itp.

      To, a także myślenie „przecież daję radę, nie jest tak źle”, znacznie utrudnia nam przyznanie się, że dzieje się coś niedobrego. Z zewnątrz wszystko wygląda okej, toczy się życie, działamy na autopilocie, wykonując różne zadania. Mamy złudne przekonanie, że nie możemy się zatrzymać, bo kto, jak nie ja. Zaś w środku jest przemęczenie, przeciążenie, złość, lęk. Przestajemy lubić siebie, przestajemy lubić swoje dzieci. Warto wiedzieć, że część z nas jest bardziej narażona na wypalenie, np. osoby o wysokiej wrażliwości, ale też, że wypalenie jest efektem bardzo wielu czynników.

      Źródła wypalenia

      • Czynniki indywidualne – Twój temperament, wrażliwość Twojego układu nerwowego, nawyki, a nawet przekonania. Każdy z nas wynosi z domu rodzinnego różne doświadczenia i wychodzi z niego z różnymi zasobami. Rodzicielstwo oparte na poświęceniu to przekonanie, które bardzo służy wypalaniu.
      • Czynniki rodzinno-relacyjne – również wyniesione z domu, z systemu rodzinnego. To różne kryzysy rodzinne, choroby, kłopoty finansowe, samodzielne rodzicielstwo, izolacja społeczna czy oczekiwania społeczne nakładane na rodziców, zwłaszcza na mamy. To wszystkie nasze powinności, czyli dobra mama powinna…
      • Czynniki społeczno-kulturowe – czyli to, co jest uznane za normalne, a co nie.
      • Czynniki systemowe – na które mamy mały lub niewielki wpływ, jak polityka, kryzysy światowe, krajowe, rynek pracy.

      Ponieważ nie na wszystkie źródła wypalenia masz wpływ, ważne, aby skupić się na tym, co leży po Twojej stronie i co możesz zmienić.
       

      a_wypalenie_rodzicielskie_2_LR_graf_1.jpg

      Jak wracać do siebie

      Sylwia Włodarska w tzw. mapie powrotu posługuje się słowem ODNOWA. Co ono oznacza?

      O – odpoczynek, wtedy, kiedy Twoje ciało tego potrzebuje. Ale żeby to zauważyć, trzeba mieć z nim kontakt. My czujemy ciało i zwracamy na nie uwagę dopiero wtedy, kiedy nas coś boli. Tak na co dzień zapominamy, że je mamy. Czy to nie jest dziwne?

      D – dokładanie sobie wspierających przekonań, czyli takich myśli, które nas wspierają, chronią.

      N – nauka nowych umiejętności, choćby tych rodzicielskich, które wspierają relację ze sobą, ale też samoregulację.

      O – otwarta komunikacja ze sobą, ale też z najbliższymi. Pisałam o tym w pierwszej części artykułu: komunikuj najbliższym, co czujesz, co się z Tobą dzieje i czego potrzebujesz.

      W – wspólnota, czyli szukanie dla siebie wsparcia wśród innych rodziców.

      A – akceptacja i łagodność dla siebie. Nie muszę być idealna, mogę być wystarczająco dobra.

      Garść pomysłów na to, jak o siebie zadbać

      Kiedy jest dużo napięcia, ale też dużo energii, pomocne mogą się okazać:
       

      • Ruch, taniec, szybki spacer, bieganie, tańczenie, jazda na rowerze
      • Pozwolenie sobie na wyrażanie emocji – może to być płacz (płacz jest oczyszczający, dlatego płacz tyle ile potrzebujesz), śpiewanie, przeklinanie (tak możesz przeklinać, jeśli to ci pomoże)
      • Robienie porządków –  zmywanie, odkurzanie, sprzątanie, mycie podłóg. Nie po to, żeby posprzątać (to tzw.  pozytywny efekt uboczny), ale żeby rozładować energię

      Kiedy jest dużo napięcia, a mało energii – potrzebujesz spokoju i odpoczynku:
       

      • Kąpiel, długi prysznic masowanie ciała
      • Praca w ogrodzie, pielęgnowanie roślin
      • Słuchanie kojącej muzyki z filiżanką czegoś dobrego do picia
      • Skupienie się na oddechu, uważne oddychanie przeponowe (pamiętaj, aby wydech był dłuższy niż wdech)
      • Głaskanie się, oklepywanie, przytulanie siebie lub przytulanie się do kogoś
      • Masowanie jednej ręki przez drugą wokół palców
      • Przeciąganie się
      • Joga nidra, skanowanie ciała, np. trening autogenny Schulza czy Jacobsona
      • Kontakt ze zwierzętami – głaskanie psa, kota
      • Patrzenie na wodę, przelewanie wody między palcami
      • Przytulanie się do drzewa
      • Zapisywanie swoich myśli
      • Patrzenie się przez okno i nic-nierobienie, tzw. zawiecha
      • Nieboterapia – czyli patrzenie na niebo i wyobrażanie sobie, co przedstawiają przesuwające się chmury
      • Roślinoterapia – podobnie jak nieboterapia – patrzenie na drzewa, ich konary i wyobrażanie sobie, co przedstawiają
      • Itp.

      Jeśli jesteś osobą, która ma masę spraw na głowie, a na pewno jesteś – zachęcam, aby zapisać sobie odpoczynek i regenerację do listy zadań na swojej check-liście. Przynajmniej na początek, żeby o tym nie zapomnieć. Zacznij też od wersji mikro, czyli małych kroków. To nie musi być od razu godzina dziennie, choć dobrze by było. Na początek nawet 10 minut jest ok. Podoba mi się określenie, że odpoczynek i pamiętanie o sobie jest językiem miłości do siebie i do swoich bliskich. Szczęśliwi rodzice to szczęśliwe dzieci. Jak jesteś wypoczęta, to jesteś szczęśliwa i spokojna, a wtedy łatwiej o bliskość i kontakt. Odpoczynek to nie strata czasu. Takie przekonania nam nie służą. Odpoczynek to miłość, którą możesz sobie dać.

      Codzienny audyt

      Rób sobie codzienny audyt, czyli rano, zanim wstaniesz z łóżka, zastanów się, co dziś dobrego możesz dla siebie zrobić, zaplanuj to, wpisz na listę zadań, ale bez napięcia, że musisz. Wieczorem, zanim pójdziesz spać, zastanów się, co dziś dobrego zrobiłaś dla siebie. Pamiętaj, że audyt robi się nie po to, żeby wywiązać się z kolejnego zadania, ale po to, żeby sprawdzić, jak o siebie dbasz.

      Rodzic to też człowiek, który ma prawo czuć zmęczenie i nie dawać rady. Nie oznacza to jednak, że coś z nim jest nie tak. Oznacza, że potrzebuje zadbać o siebie, po to, aby wrócić do siebie, dla siebie i dla swoich najbliższych.

      Sprawdź pierwszą część artykułu.

      Żródło: https://portal.librus.pl/artykuly/wypalenie-rodzicielskie-sprawdz-jak-to-jest-u-ciebie-cz-2

      Źródła:

      • Sylwia Włodarska, „Wypalenie rodzicielskie”, Wydawnictwo Mamania, Warszawa 2025.



      Marzena Jasińska
      Trener, dyplomowany coach, doradca rodzinny. Od lat wspiera rodziców w konsultacjach indywidualnych oraz warsztatach psychoedukacyjnych. Swoją pracę opiera na filozofii Jespera Juula, założeniach Rodzicielstwa Bliskości oraz Porozumienia Bez Przemocy. Specjalizuje się w zakresie neurodydaktyki oraz uczenia się uczniów. Ekspert rozwoju osobistego, komunikacji, negocjacji. W swojej pracy zajmuje się także tematyką mediacji szkolnych, procesów grupowych, zarządzania zmianą w organizacji i zarządzania zespołem. Prywatnie mama dwóch dorosłych synów.